Polecamy

Gorący weekend za nami!
Dobry Weekend Rowerowy w Istebnej należał do wyjątkowych, przede wszystkim ze względu na wyjątkowo ciekawą trasę, obfitującą w kręte single, szalone zjazdy i zakręcone uphille. Śladem Gary'ego Fishera, po trasie maratonu MTB wytyczonej w roku 2006, podążyła jak do tej pory rekordowa liczba kolarzy - amatorów kolarstwa górskiego, których nie odstraszył ponad 30-sto stopniowy upał! Zaczęliśmy punktualnie o godz. 11.00 z centrum Istebnej. Prawie jak profesjonalny peleton, bo chwilę później asystowła nam nawet policja, a to za sprawą "szychty" kolegi Marcin, też zapalonego kolarza.

Pot lał się strumieniami po ciałach najwytrwalszych "górali" z okolic Istebnej i z dalszych stron. Planowana 40-sto kilometrowa trasa wydłużyła się do ponad 50 km! A to za sprawą miejscowych przewodników, którzy uparcie i z namaszczeniem chcieli pokazać jak najwięcej ciekawych odcinków. A było co jechać: uphill pod Stecówką i Pietraszonką, trawers Gażczorki, szalony zjazd z Tynioka, ściana płaczu przed i downhill za Ochodzitą, szutrowy speed Czadeczką no i piekarnik na słowackiej, uff! Odwiedziliśmy Trójstyk, miejsce styku trzech granic: polskiej, czeskiej i słowackiej, a ostatni zjazd zaliczyliłmy z Kempy po stoku narciarskim, na czeskiej stronie. Zrobiło sie zatem całkiem międzynarodowo.

Nie do wiary ale najstarszy uczestnik naszej eskapady miał 73 lata!! Co prawda samotnie pokonał trasę nieco krótszą, ale brawo dla pana Michała! Pełni podziwu byliśmy dla liczącego 66 wiosen pana Jerzego, który uporczywie nie dawał za wygraną i pomimo defektu pokonał całą trasę na równi z młodszymi! W nagrodę otrzymał specjalną koszulkę Dobrych Sklepów Rowerowych, aby dzielnie promować ideę na wielu trasach, które często pokonuje. Weekend będziemy wspominali długo, bo wysiłek opłacił się podwójnie: nie zabrakło dobrej zabawy, trochę cichej rywalizacji, defektów (urwany hak, zerwany łańcuch), skurczy, no i dziesiątek litrów wylanego potu!